sobota, 24 czerwca 2017

Noc Kupały, nadeszło lato...

Witajcie!

Jako, że już mamy lato czas na recenzję książki Katarzyny Bereniki-Miszczuk. "Noc Kupały" nadchodzi wielkimi krokami, przed Gosławą najtrudniejszy wybór jej dotychczasowego życia... wybór, który jest bardzo, ale to bardzo niebezpieczny.

UWAGA! Mogę komuś zdradzić treść fabuły pierwszego tomu! Zapraszam do recenzji "Szeptuchy" oraz do jej lektury inaczej, czytacie na własne ryzyko :).

Skoro czytacie dalej, to muszę wam zdradzić jedną rzecz, to samo napisałam w  recenzji pierwszego tomu tej serii. Pani Katarzyna jest moją ulubioną autorką i mówię to z ręką na sercu! Jednakże w pierwszym tomie tejże historii bardzo irytowało, żeby nie powiedzieć denerwowało mnie wieczne porównania fabuły książki do "amerykańskiego filmu". I wiecie co? W tym tomie nie było tego ani razu! Brawo dla autorki! Porównanie do filmu zauważyłam tylko raz, ale nie było to połączenie amerykańskiego filmu i polskiej książki na szczęście.

Muszę też wam zdradzić, że dzięki tej Pani zwróciłam swoją uwagę ku polskiej literaturze i jak na razie nie zawiodłam się ani na niej, ani na innych polskich autorach po jakich sięgam, oby tak dalej!

Przejdźmy do "nocy kupały".

Gosława, nasza główna bohaterka, hipochondryczka, lekarka (podobnie jak autorka), uczennica szeptuchy. W tym tomie stała się bardziej cwana i wyszczekana (o ile mogę tak powiedzieć). Z racji w jakiej sytuacji się znalazła jej hipochondria zeszła na drugi plan na liście tego, czego się boi. No cóż... w końcu przez całą książkę ociera się o śmierć co krok. Gosława, jako ta najbardziej rozsądna kobieta na świecie wpadła na genialny pomysł. Zagra z bogami o swoje życie... tak... to może się skończyć bardzo brutalnie...

Mieszko, ten wspaniały mężczyzna, który nagle... no cóż ;) tego nie powiem, ale powiem, że miałam do niego bardzo mieszane uczucia. Miłość bardzo zmieszała się z nienawiścią i nie potrafiłam określić co czułam do tego wspaniałego blondyna.

Baba Jaga, kobieta, która nadal zaskakuje mnie swoją przedsiębiorczością, w tym tomie poznajemy nie tylko jej historię, ale także widzimy, że traktuje Gosławę niemalże jak swoją córę... no cóż, nie jestem do końca pewna czy Gosia była z tego zadowolona ;)

Mszczuj, ahh do niego nagle zaczęłam czuć sympatię, niestety nie na długo. Jego funkcjonowanie praktycznie się nie zmienia do pewnego momentu... nadeszła Noc Kupały.

Postać, a raczej bogini, której wykreowanie postaci spowodowało, że byłam w ogromnym szoku i jednocześnie byłam pod tak ogromnym wrażeniem, że nie mogłam powstrzymać podziwu o czym dowiedzieli się wszyscy moi znajomi. Mokosz. Bogini matka, matka wszystkiego co żyje, ta która daje i odbiera. Ta która kocha, ale jest bezlitosna.

Tyle na temat postaci. Przejdźmy do fabuły. Nie chcę zdradzać nic co powie wam co było w poprzednim tomie, jednakże może być to bardzo trudne.

Wiosna zbliża się ku końcowi wielkimi krokami, Noc Kupały zbliża się niebezpiecznie. Gosia staje przed kolejnymi wrogami i istotami, część z nich, w szczególności bogowie chcą ją zmusić do oddania kwiatu. Tylko Swarożyc chce dać jej wolną rękę w nadziei, że podejmie "właściwą decyzję", oczywiście obieca jej ochronę, ale pamiętajcie. Wszystko ma swoją cenę.

Przyznaję, że niektóre kłopoty spadały na Gosię na jej własne życzenie i te momenty w książce były dla mnie takie "Gosia... serio? Dlaczego? I co się dziwisz?". Czuję jednak, że bez tym głupiutkich wpadek Gosi, a zostawieniu tylko tych na nią zrzuconych w różnych celach przez różne istoty i ludzi byłyby podejrzane. Podoba mi się to, że Gosia wpadała czasami w kłopoty z własnej winy. Jednak po chwili zastanowienia stwierdzam, że Gosia tą porę roku przeżyła tylko cudem... nie było chwili, żeby miała spokój. Ciągle coś się tam działo! Jak dla mnie to na plus. Książka zleciała mi szybko i nie mogłam się oderwać bo ledwo coś się uspokajało, Gosia już miała kolejne problemy i zawsze, ale to zawsze ktoś ją ratował... No cóż... ta kobieta jednak nie jest zapobiegawcza... nawet o jej zabezpieczenie dbała Jaga, gdy Gosia na to czasami narzekała...

Na ogromny plus dla książki (podobnie jak w poprzednim tomie) jest zaprezentowanie słowiańskiej kultury. Postrzyżyny czy też tytułowa noc kupały opisane bardzo dokładnie, czuć było klimat tego co było z nutką nowoczesności. Autorka bardzo fajnie unowocześniła niektóre elementy świąt. Te elementy, które można by rzecz w XXI wieku nie miały miejsca w pierwotnej formie. Jak się można domyślić Noc Kupały została zaprezentowana bardzo dokładnie, zarówno przygotowania do niej jak i już samo święto i jego obchody na miejscu. Wróżby, wianki, tańce, miłosny biznes Jagi no i oczywiście szukanie legendarnego kwiatu paproci, który kwitnie tylko podczas tej najkrótszej w roku nocy, raz na tysiąc lat.

Nie będę pisać o ogromnych plusach książki bo bezczelnie zdradziłabym wam ważne elementy dotyczące fabuły w tej książce, czego oczywiście nie chcę.

Mimo to, nadal uwielbiam autorkę, nadal uważam, że ma talent i świetnie pisze. Jej książki są bardzo dobre! Jednak Gosia... tak bezbronna dziewczynka w ciele tak dorosłej kobiety momentami mogła zirytować.

Książkę polecam! Bardzo, ale pamiętajcie ;) najpierw zapoznajcie się z "Szeptuchą" dopiero potem "Noc Kupały", a już niebawem pojawi się "Żerca".

Pozdrawiam!

1 komentarz:

  1. Ciekawa recenzja, zaryzykowałam i przeczytałam recenzję, mimo że nie czytałam poprzedniej części. Raczej nie zajrzę do tej serii ;)

    OdpowiedzUsuń