sobota, 22 lipca 2017

"Obca" Diana Gabaldon




Witajcie!
Dzisiaj przychodzę do was z recenzją książki. Książki której główny bohater! Nie tytułowa "Obca", czyli Claire, ale ten skurwysyn mianowicie Jamie Fraser skradł zarówno moje serce i rozum. O tym jednak opowiem później. Jednocześnie wspomnę kilka rzeczy na temat serialu "Outlander".
Opowiem wam o wszystkich odczuciach, jakie gościły w moim czytelniczym sercu w czasie i po przeczytaniu tej książki. Są one naprawdę różne... negatywne i pozytywne. Także porównam je do tych, towarzyszących mi podczas serialu. Panie i Panowie! Zapraszam na recenzję pierwszego tomu z cyklu autorstwa Diany Gabaldon.
Tak, więc, zacznijmy od postaci. Oczywiście będą tutaj również te czarne, przez nikogo nielubiane postacie.

Claire Beauchamp, główna bohaterka tej historii. Kobieta, która cofa się w czasie o 200 lat. Pielęgniarka wojenna trafia do Szkocji z XVIII wieku. Nad wyraz szybko akceptuje i aklimatyzuje w nowej sytuacji. Zarówno w serialu, jak i w książce Claire tęskni za swoim mężem Frankiem. Claire potrafi zirytować czytelnika swoim zachowaniem, u mnie jednak jej postać nie wywołała specjalnych emocji. Prawie wszystko, co się jej przytrafiało było praktycznie na jej życzenie. I wszystko po to, żeby na siłę dotrzeć do kamiennego kręgu... Odnośnie serialu muszę przyznać, że nie do końca odpowiada mi aktorka dopasowana do bohaterki jednocześnie nie jest ona daleka mojemu wyobrażeniu (wiadomo nie ma ideałów... ale?).


Frank, pierwszy maż Claire. Ten, do którego Claire tęskni przez cały swój pobyt w XVIII wieku. W serialu pokazano go troszkę dokładniej, jednakże książka jest pisana od strony głównej bohaterki, więc jak miała pokazać to, co się dzieje 200 lat później? Wiadomo. Jednakże!!! Frank jest przodkiem...Czarny JackRandall. Ten zły bohater. Ten okrutny Jack... W serialu powiem, że jak tylko go widziałam miałam ochotę kupić pistolet, cofnąć się do XVIII wieku strzelić mu kulkę w potylicę i oszczędzić cierpienia wielu bohaterom. W książce jednak były momenty, kiedy było mi go żal. Diana Gabaldon troszeczkę odsłoniła faktów z życia Czarnego Jacka. Nadal nie jest to bohater, którego się żałuje. Podobało mi się to jak główna bohaterka odnajdywała w nim, w tym złym Jacku cechy swojego męża. Był to moment, kiedy można było odczuć jej zwątpienie.
Jamie Fraser... ahh Jamie... cudny, biedny, głupi, wspaniały Jamie. Szkot z krwi i kości. Jak go często Claire nazywała skurwysyn, sadysta. Czy można mieć za złe takie cechy takiemu bohaterowi? Temu, który bez wahania ryzykuje swoje życie żeby ocalić kogoś, kogo kocha? Jamie, który przeżył naprawdę wiele nagle staje przed nowym zadaniem. Bardzo poważnym i bardzo trudnym. Starając się stanąć na wysokości zadania musi się nauczyć wielu nowych rzeczy. Ogromna ilość wad jest jednak niczym w obliczu jego dobrego serca i męskości, jaka bije od tego bohatera. Porównując go z książki jak i serialu muszę przyznać, że na książce odrobinę stracił. W serialu kochałam go ciągle i bezwarunkowo. W książce były jednak momenty, kiedy cudny Jamie mnie irytował.

Dobra! Tyle na temat postaci. Czas na fabułę! Od razu zaznaczę, że serial trzymał się w miarę wiernie literackiemu pierwowzorowi. Bardzo mi się to podoba, jednak znam osoby, które nie lubią "uczestniczyć' dwa razy w jednej i tej samej historii. Bardzo dużo osób również nie znosi zdradzania szczegółów historii. Także pamiętajcie! Serial jest niemalże równy książce w tym przypadku. Osobiście należę do osób, którym znajomość zakończenia nie robi różnicy, ponieważ i tak przeżywam wszytko to, co bohaterowie. Tak, więc kogo zdziwi fakt, jak powiem, że czekam na kolejny sezon serialu, chociaż dopiero skończyłam tom nr1?


Po prostu czekam! Kocham ten serial, a muzyka, która otwiera każdy odcinek należy do grona moich ulubieńców już od pierwszego jej usłyszenia.
Ok to tyle odnośnie serialu. Dodam, że niektóre sceny zostały pokazane bardzo brutalnie.
Książka jest długa 710 stron to dla niektórych prób nie do zdobycia. Zdaję sobie z tego sprawę. Jest jednak w niej coś, co pomoże takim jak ja. Osobnikom nielubiącym grubasków. Książka jest podzielona na części. Część pierwsza, druga itp. Można sobie podzielić lekturę na ile się chce i w między czasie poczytać coś innego. Wiem, że takie rozwiązanie namówi niektórych do tej lektury. Każda z części kończy się w takim momencie, który zamyka pewien etap historii i kolejna z części rozpoczyna nowy. Więc nic tylko potraktować tego grubaska, jako dwie może 3 książki. Polecam!
O fabule nie powiem praktycznie nic, ponieważ cokolwiek bym powiedziała zdradzę coś ważnego dla przebiegu historii, a nie o to chodzi. W trakcie czytania zawładnęły mną praktycznie wszystkie emocje! Radość, smutek, wściekłość i współczucie, żal i przyjemność, zrezygnowanie i motywację, kompromitację jak i tryumf! Dawno nie czytałam jednej książki, która tak mną targała. Zdążyłam poczuć się Claire, zaczęłam sobie wyobrażać, co ja bym zrobiła w tej sytuacji i dlaczego jestem taka, a nie inna i jak bardzo podoba mi się podejście Claire i jej decyzje.

Biorąc pod uwagę objętość tej książki oraz fakt, że ciągle się działo nie mogę powiedzieć nic o fabule.. dzieje się tam tak dużo tak ważnych rzeczy, że aż szkoda, że nie mogę rzucić teraz alarmem o spoilerach i nie poopowiadać wam wszystkiego! Znaczy mogę, ale to ma być recenzja nie streszczenie.
Jeżeli już jesteś po lekturze to zapraszam na moje social media, a tam sobie możemy podyskutować o tej pozycji! Oczywiście zapraszam wszystkich do dodania mnie na Instagramie, Twitterze oraz na snapie: weni02.

Pozdrawiam Was! Papa!

poniedziałek, 10 lipca 2017

Gra o Tron? Book tag!

Witajcie!
Dzisiaj na przyjemnie! Zapraszam Was na TAG! Zobaczyłam go u Moonybookishcorner! Tak więc zaczynajmy...!