niedziela, 13 sierpnia 2017

Czego właściwie oczekujemy od adaptacji?

Witajcie,
Dzisiaj coś takiego mało o książkach bardziej filmach. Chciałabym się rozpisać nad tym, czego właściwie oczekujemy od adaptacji filmowej? Na co narzekamy idąc do kina? Oglądając serial? Co zachwalamy? Kiedy po prostu wylewamy na takową ekranizację falę nienawiści?

Ostatnio bardzo często chodzę do kina, ogólnie zawsze to lubiłam. Bardzo często ze znajomymi wybieramy filmy, których znamy pierwowzory. Jeszcze się jednak nie znalazł film, którego byśmy nie skrytykowali względem książki.

1. Wątek romantyczny
Bardzo często bywa tak, że w książce ten wątek jest drugoplanowy i subtelny. W filmach twórcy chcąc (chyba) trafić do młodego odbiorcy wyciąga ten motyw na pierwszy plan i wręcz go przesładza. By
ć może jest to też spowodowane faktem, że najłatwiej jest go pokazać, może jest to najłatwiejszy do sprzedania motyw. Jednak czasami jest no albo tak przerysowany jak w "Intruzie" lub tak bezpodstawny jak w filmie "Valerian i Miasto Tysiąca Planet". Gdzie nagle film, który miał potencjał traci ogromnie dużo punktów. Czasami po prostu lepiej zrezygnować lub bardziej popracować. Zwróćmy uwagę na to, że w książce mamy bardzo dużo czasu na zrozumienie tego uczucia, bardzo często pomaga nam w tym wewnętrzny monolog bohatera.... film ma 120 min... jak to zrobić? W filmie jest to ciężko pokazać, tak żeby odbiorca zrozumiał to skomplikowane uczucie. Na pewno łatwiej pokazać to w serialu, moim przykładem na dobrze poprowadzoną historię miłosną na pewno będzie Outlander. Miłość, którą rozumiałam pomiędzy Claire, a Jamiem była wiarygodna.

2. Wątki fabularne dodane znikąd
Nie mówię tutaj o pomijaniu ważnych dla fabuły elementów, ale o tych dodanych, bo ekipa stwierdza, że to będzie fajne. Ten moment, kiedy idziesz na film znając historię i jest źle, bo na pewno tak nie było. Ten moment, kiedy idziesz do kina nie znając historii...i nie zrozumiesz, o co w tym właściwie chodziło(bo czegoś jakby brakuje)? Równie irytujące jest poruszenie miliona wątków fabularnych nawet zgodnych z pierwowzorem literackim, ale po co skoro nagle film znowu traci? W końcu, co za dużo to niezdrowo. Ponownie mogę tutaj dać za przykład historię Valeriana (jest to po prostu słaby film, na którym byłam w tym tygodniu  zapewne będzie go tutaj dużo). W filmie ruszono tyle elementów fabuły z komiksów, że film stał się nielogiczny i nudny!


3. Dopasowanie aktorów
Jest to chyba najczęściej spotykany błąd. Dobieranie młodej, pięknej, znanej obsady bardzo często bywa grzechem tego medium. Pomijając już prawie nastoletniego Valeriana, któremu powierzono losy Miasta Tysiąca Planet, ale Upiór z Upiora w Operze... ten paskudny upiór, który ma zdeformowaną twarz... Lub aktor, który po prostu
fizyczni nie pasuje do odgrywanej postaci. Postać, która jest wysokim ciemnowłosym mężczyzną z czarnymi oczami jest grany przez niskiego blondyna z niebieskimi oczami? No coś tutaj chyba jest nie tak, prawda?

4. Ścieżka dźwiękowa
Tutaj napiszę bardzo krótko... nie ma to jak szczęśliwa muzyczka w momentach gdzie Twoją ukochaną właśnie coś chce pożreć, prawda? Valerianie? Ogólnie wiem, o co chodziło w scenie z Bubble, ale nie wiem po co ona tam była... Przecież Laureline właśnie idzie na obiadek... Na jego miejscu nie czekałabym tak zauroczona spektaklem tylko przerwała i poszła ratować swoją ukochaną..... Naprawdę krytykuję dzisiaj ten film.. no cóż, zasłużył. Idealny przykład do każdego z grzechów! Bywa jednak też tak, że to właśnie ścieżka dźwiękowa jest największą zaletą filmu, przykład? "Pięćdziesiąt twarzy Greya", moim zdaniem wybitnie słaby film z naprawdę dobrą ścieżką dźwiękowa.

5. Nastawienie
Bardzo irytujący jest też moment, kiedy idziemy do kina z nadzieję, że film będzie idealnie odzwierciedlał całą książkę. Przykro mi bardzo, jest to niemożliwe! Więc bardzo proszę o wyrozumiałość. Idziemy się bawić nie widzieć książkę na kranie. Dla tych, którzy tego wymagają zalecam seriale, większe prawdopodobieństwo wiernego odzwierciedlenia lub czytajcie książkę dwa razy  . Bardzo często miałam motyw, że wychodząc z sali słyszałam komentarze o braku pomniejszych scen. Najlepszy była kiedyś opinia na temat filmu podsłuchana w kinie wśród wychodzącej grupy, że w filmie ominięto mało istotne dla fabuły motywy, ale ładne by były. No proszę o wybaczenie, ale skoro nie były to ważne informacje w książce to po co one w filmie?

A wy? Co myślicie? Co was denerwuje?
Pozdrawiam,
Zaczytana Weni

PS. Zapraszam na mój profil na facebooku

10 komentarzy:

  1. Denerwuje mnie zmiana wyglądu bohatera. Tego znieść nie mogę. Przykład? Camille Belcourt z The Mortal Instruments jest sexowną blond wampirzycą a w serialu Shadowhunters kruczowłosą latynoską. Nosz kurde! No i wkurza mnie też zmiana fabuły.

    Pozdrawiam,
    legendarybooklover.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja generalnie nauczyłam się już nie przypieprzać do zmian fabularnych, bo gdyby historia z książki zostałaby odwzorowana kropka w kropkę, nie miałoby to sensu. Po co ktoś miałby sięgać po książkę, na podstawie której widział identyczny film? Działa to też na odwrót. Oczywiście nie jestem za rozwiązaniami, gdzie historia w adaptacji wypada o wiele, wiele gorzej. Przykładem jest zakończenie "Inferno", zajebiście po prostu. Ze świetnego podsumowania natury ludzkiej zrobiono idiotyczny thriller, jakich mamy na pęczki :/
    Pozdrawiam ciepło :)
    Kasia z niekulturalnie.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszą nagrodę w niedopasowaniu aktora do roli przyznaję Armandowi z "Wywiadu z Wampirem". Książkę uwielbiam, film dażę równie płomiennym uczuciem i do obydwu wracam bardzo często. I jak Brad Pitt w roli Louisa mocno mi zgrzyta, tak obsadzenie roli Armanda - młodziutkiego cherubinka z burzą loczków w kolorze miedzianego blondu - Antonio Banderasa (sic!) to zdecydowana przesada. Przeżywam to od lat i chyba nigdy nie przeboleję.

    Lew Kanapowy (lewkanapowy.wordpress.com)

    OdpowiedzUsuń
  4. Interesujący punkt widzenia. Krótko i na temat. Każdy element jest istotny, chociaż moim zdaniem sporo ma w tym udziału montaż i sprzęt nagrywający.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasami musi być to "coś". Wygląd aktorów może odbiegać od tych z powieści, są nowe sceny, ale zachowany jest klimat. Wtedy mam wrażenie wszystko jest na swoim miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najbardziej denerwujące jest to, jak książka i film to dwie zupełnie inne historie, i idąc do kina czy oglądając serial nie widać żadnego podobieństwa do pierwowzoru.
    Pozdrawiam,
    https://justforthedream11.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Osobiście nigdy nie idę do kina na ekranizację książki z nastawieniem, że otrzymam "moją" wizję powieści. Nawet ulubione filmy oparte na książkach (chociażby "Władca pierścieni") żyją w mojej głowie niejako osobno. Być może wynika to z tego, że bez względu na kolejność, w której daną pozycję poznałam (książka->film czy film->książka), wyobraźnia podsuwa mi zupełnie inny wygląd bohaterów i świata. I mimo, że Elijah Wood jest dla mnie idealnym Frodem, czytając książkę wyobrażam go sobie zupełnie inaczej.

    Co mi przeszkadza to to, o czym wspominasz w pierwszym i drugim punkcie, czyli skupienie się na wątku miłosnym, jeśli w oryginale był zaledwie tłem, i dodawanie wyssanych z palca elementów opowieści, która mają się do całej fabuły jak pięść do oka.

    Pozdrawiam,

    https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie dlatego boję się obejrzeć "Intruza" - książka bardzo mi się podobała i nie chcę sobie zepsuć wrażenia po filmie. :/

    Obserwuję!
    NaD okładkę ‹:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo, bardzo się zgadzam! To wywlekanie zewsząd wątków miłosnych jest naprawdę denerwujące, ale jeszcze gorsze są bezsensowne zmiany w fabule, czy np. łączenie dwóch bohaterów w jedną postać w filmie....
    Pozdrawiam! włóczykijka z imponderabiliów literackich

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się w stu procentach! Zwłaszcza obsada potrafi zniszczyć naprawdę nieźle zapowiadający się film. Tego właśnie najbardziej obawiam się w planowanych ekranizacjach książek Mroza...
    Pozdrawiam!
    Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania jest książka “Fałszywy pocałunek”

    OdpowiedzUsuń